Dołącz do czytelników
Brak wyników

FACILITY

16 listopada 2020

NR 5 (Październik 2020)

Trend SMART oraz idea Save the planet w branży nieruchomości

32

Pojęcie „smart” w odniesieniu niemalże do wszystkich branż, w tym nieruchomości, znamy nie od dziś. Inteligentne miasta, biura i domy otaczają nas z każdej strony i są traktowane jako skuteczne podążanie za potrzebami użytkowników, także chcących troszczyć się o środowisko. O biznesie podążającym drogą idei Save the Planet oraz deweloperach starających się dotrzymać kroku trendom Smart rozmawiamy z Dariuszem Stasikiem.

Pandemia wywołała niemałe zamieszanie niemalże w każdej branży, także w branży nieruchomości. Jak wygląda dzisiaj wdrażanie idei smart w biurowcach? Co uległo tutaj zmianie?

Pandemia zmusiła nas do nowego spojrzenia na kwestie samopoczucia ludzi w budynkach i do przekierowania uwagi na kwestie zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego. Kluczowa stała się higieniczność powierzchni i czystość powietrza. Optymalizowanie działania klimatyzacji, osiąganie komfortu termicznego i dobrej jakości powietrza zawsze należały do kluczowych założeń inteligentnych budynków – teraz to po prostu priorytet. Ważne pozostały także kwestie środowiskowe. Choć chwilowo podczas lockdownu spadła emisja CO2 do atmosfery, to jednak kryzys klimatyczny wciąż trwa, więc stoimy przed niezwykle trudnym wyzwaniem. Stajemy do walki z pandemią i z dalszą degradacją planety.

W jaki sposób zadbać o czyste powietrze w budynkach w dobie COVID-19? Jakie rozwiązania są polecane, by móc dobrze i skutecznie zatroszczyć się o unikalną jakość powietrza?

Od kilku lat o czystości powietrza mówiliśmy głównie w kontekście smogu i emisji CO2. Alergicy, których niestety jest coraz więcej wśród nas, zwracają także uwagę na pyłki, pleśnie czy roztocza. Gdy przychodził sezon grypowy, nie martwiły aż tak bardzo krążące we wnętrzu wirusy. Na zainfekowane osoby pojawiające się w biurze, restauracji czy środkach komunikacji przymykano oczy. Teraz radykalnie się to zmieniło – czyste powietrze wolne od pyłów i chorobotwórczych drobnoustrojów, szczególnie w większych skupiskach ludzi, stało się priorytetem. Bezpieczeństwo zapewnić może oczyszczacz powietrza, który wyłapie i unieszkodliwi cząstki zagrażające zdrowiu, jak choćby urządzenie wyposażone w filtr elektrostatyczny. Wykorzystuje on wysokie napięcie i pole jonizacji, które wychwytują cząstki i mikroorganizmy z przepływającego powietrza – takie działanie jest porównywalne z przyciąganiem żelaznych opiłek do magnesu. Dodatkowym efektem jest unieszkodliwianie wychwytywanych cząstek. Jak pokazują opracowania naukowe, ta tzw. nanotechnologia z uwagi na zbieranie cząstek od 0,01 µm do 100 µm osiąga poziom 99% wydajności. Zaletą takich filtrów jest również szeroka możliwość ich montażu – mogą być instalowane w kanałach wentylacyjnych, systemach rekuperacji lub oczyszczaczach wolnostojących dedykowanych do użytku w biurach, gabinetach lekarskich, hotelach, restauracjach, urzędach, placówkach oświatowych czy naszych mieszkaniach. Dodatkowo filtry elektrostatyczne spełniają założenie smart. Wystarczy je umyć, bez ponoszenia dużych kosztów eksploatacyjnych i produkowania zbędnych odpadów w postaci wymiennych filtrów włókninowych. Nanooczyszczacze wykorzystywane są nie tylko w nieruchomościach komercyjnych, ale także w placówkach medycznych, w tym w szpitalach zakaźnych, co świadczy o tym, że spełniają rygorystyczne parametry higieniczno-sanitarne.

Jak ocenia Pan perspektywę rozwoju technologii w ciągu kilku następnych lat? Czego mogą spodziewać się osoby zarządzające nieruchomościami i zajmujące się organizacją pracy w biurze?

Jestem entuzjastą nowych technologii i mądrego ich wykorzystania. Pojęcie „smart city” znane jest już od kilkunastu lat, ale obecnie wiele miast uważanych za inteligentne przeżywa kryzys, bo nie zadbało o zbudowanie zaufania i świadomości mieszkańców. Część nie zareagowała dynamicznie na wyzwania związane z pandemią z powodu wystarczającej wiedzy o potrzebach ludzi. Czasem zabrakło odwagi. Wygrywają ci, którzy nowe rozwiązania potrafią tworzyć i proponować je w odpowiedzi na aktualne zapotrzebowanie. Podobnie jest z budynkami. Niektóre procesy wspierane przez nowe technologie mogą odbywać się poza świadomym działaniem użytkowników. Mam tu na myśli np. czujniki CO2, temperatury czy natężenia światła, które współdziałają z systemami wentylacji i oświetlenia. Nawet w segregacji odpadów mogą nam już pomagać inteligentne urządzenia. Jednak wyzwanie, które pojawiło się wraz z pandemią, wymaga większego zaangażowania i dyscypliny osób korzystających z nieruchomości. By zapewnić pełne bezpieczeństwo w obiekcie, nie wystarczą nam tylko rozwiązania bezdotykowe ani roboty odkażające korytarze. Owszem, pomogą w dążeniu do podniesienia higieniczności, ale dozowniki z płynem do dezynfekcji na każdym rogu nie zapewnią bezpieczeństwa, jeśli wszyscy solidarnie nie będą ich używać. Bramki zliczające osoby w pojeździe czy w pomieszczeniu są świetnym rozwiązaniem, pod warunkiem że wyświetlana liczba będzie nas uspokajała. Nowinki technologiczne muszą być projektowane i wdrażane w taki sposób, by chciało się z nimi współdziałać. Ostatnie miesiące zmieniły nieco oczekiwania do nowości – z zabawiania i czarowania użytkownika do podniesienia poziomu poczucia bezpieczeństwa.

Biznes a idea Save the Planet. Jak może czerpać z niej branża nieruchomości?

Poszanowanie środowiska nie może być już dłużej spychane na margines ani postrzegane jako zabieg marketingowy mający ocieplić wizerunek w oczach bardziej wrażliwych na kwestie przyrody klientów czy partnerów biznesowych. Świadomość ekologiczna na szczęście rośnie. Każdego dnia podejmujemy wiele wyborów, które nie są bez znaczenia dla naszej planety – począwszy od codziennych zakupów, przez wybór sposobu przemieszczania się, po korzystanie z przeróżnych usług. Save the Planet to moja inicjatywa, która ma na celu zmianę zachowań konsumenckich na bardziej świadome środowiskowo. Sklep internetowy oferujący produkty ekologiczne, show room w CH Posnania, działalność Fundacji, a przede wszystkim certyfikat Planet Friendly – to główne jej elementy. Instytut Badań i Rozwoju WPIP we współpracy z Save the Planet opracował certyfikację Planet Friendly, która bada parametry związane z wpływem produktu czy budynku, a nawet bada usługi na środowisko naturalne. Na rynku jest dostępnych wiele systemów certyfikacji, więc pewnie Pani zapyta: po co nam kolejny? Mam doświadczenie z pozyskaniem przez moją firmę certyfikatów BREEAM, LEED i WELL dla obiektów budowanych. Wiem, że certyfikacja wielokryterialna to skomplikowany proces i chcę go usprawnić, uczynić bardziej przejrzystym, tak by inni przedsiębiorcy również widzieli sens w stosowaniu ekologicznych rozwiązań i komunikowaniu tego na zewnątrz. Firmy mogą na tym zbudować przewagę konkurencyjną, jednocześnie zmniejszając koszty eksploatacji i zanieczyszczenie środowiska. Wszyscy możemy na tym skorzystać. Certyfikowane obiekty będą coraz częściej poszukiwane i pożądane na rynku.

Jakie są ich wyróżniki nieruchomości (mieszkań, domów, ale i biur) przyjaznych idei Save the Planet? Które rozwiązania są dzisiaj standardem, a które z nich mogą pomóc wybić się na tle konkurencji w branży?

Inwestorowi nie zawsze łatwo ocenić, czy rozwiązanie, które chciałby zastosować w swoim obiekcie – czy to proponowane mu na etapie projektowania, czy w ramach modernizacji budynku – jest rzeczywiście przyjazne naturze. Generalny wykonawca oferujący certyfikację, dysponujący wiedzą i możliwościami badania określonych parametrów związanych z budynkiem może wskazać konkretne rozwiązania, by osiągnąć cel zmniejszenia szkodliwości dla planety, a więc także dla przyszłych użytkowników budynku. Fotowoltaika w ostatnich 2 latach w Polsce stała się bardzo popularna, niebawem może stać się standardem. Świetnie, ale trzeba by pomyśleć również o wdrożeniu systemów oszczędzania zasobów – nie tylko prądu, ale też wody. Wybór spłuczek z ograniczonym przepływem 2 i 4 l to już spora oszczędność, a do tego można jeszcze wykorzystywać tzw. wodę szarą i deszczówkę. Ważne jest też wyeliminowanie strat ciepła. Nieśmiało jeszcze i powoli pojawiają się przy biurowcach stanowiska do ładowania pojazdów elektrycznych. Cieszy mnie, że niektórzy deweloperzy w sektorze nieruchomości komercyjnych czy prywatnych się już na to decydują, ale zawsze trzeba spojrzeć szerzej. Warunkiem tego, że planeta nie ucierpi, jest doprowadzenie do nich prądu pochodzącego z OZE.

Jak Pan uważa, czy nieruchomości budowane w polskich miastach podążają za trendem smart? Czy deweloperzy zdają w tym zakresie egzamin na piątkę – czy jeszcze pozostaje wiele do nauki? Jeśli tak, to czego?

W Polsce wciąż mamy do czynienia z niedostatecznym planowaniem urbanistycznym i zjawiskiem rozlewania się miast. Deweloperzy, chcąc zaoferować przystępne cenowo mieszkania, szukają tańszych gruntów oddalonych od centrów. W efekcie coraz więcej ludzi musi pokonywać dłuższą drogę do pracy i często rezygnuje z komunikacji zbiorowej. Nie jest to ani mądre, ani ekologiczne. Z kolei w samych miastach nadal powstają obiekty nieprzystosowane do wyzwań naszych czasów, np. bez parkingów rowerowych, rozwiązań dla niepełnosprawnych, odpowiednich miejsc na segregację śmieci czy wspólnych przestrzeni na spędzanie czasu, relaks, wypoczynek na świeżym powietrzu dla przedstawicieli wielu pokoleń. Powód jest oczywisty – każdy m2 w centrum to olbrzymie kwoty. O ile powstają ciekawe inicjatywy wzbogacania o funkcje społeczne kolejnych przestrzeni w ramach budżetów partycypacyjnych, to jest jeszcze wiele do zrobienia w planowaniu i kooperacji deweloperów z włodarzami miast. W obrębie samych budynków rozwiązania smart i eko wciąż kojarzą się tylko z koniecznością poniesienia większych nakładów na starcie. Kibicuję nawet drobnym, pojedynczym rozwiązaniom, bo każda mądra zmiana jest potrzebna. Ale nie oszukujmy się – żeby zatrzymać postępującą degradację środowiska, musimy działać na wielu polach i zmieniać nawyki konsumenckie. Już nie wystarczy posadzenie kilku drzew na osiedlu, by uchodzić za dewelopera szanującego środowisko. Musimy przestać myśleć o rozwiązaniach smart w kategorii chwilowego trendu, gadżetu czy chwytu marketingowego. A opłacalność odnosić nie tylko do własnego zysku finansowego, ale także rozważać, czy zyska na tym środowisko.

Budowanie i projektowanie z wykorzystaniem recyklingu zdaje się zyskiwać na coraz większej popularności. Czy rzeczywiście tak jest czy może inwestorzy nadal podchodzą do idei budowania zero waste dosyć ostrożnie?

O budowaniu w duchu zero waste należy myśleć wielopłaszczyznowo – to nie tylko recykling. Zaczyna się ono od projektowania. W tak dynamicznie zmieniających się czasach architekci muszą projektować obiekty w sposób, który pozwoli łatwiej zmodyfikować sposób korzystania z przestrzeni, ponieważ potrzeby i nawyki użytkowników również szybko się zmieniają. Trzeba nawet przewidzieć, że za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat powstające obecnie budynki będą musiały zupełnie zmienić swoje przeznaczenie. Korzystanie z takich narzędzi jak BIM również zbliża nas do budowania zero waste, dlatego że pozwala na lepsze skoordynowanie procesów projektowania i realizacji budowy, co minimalizuje błędy obliczeniowe i straty materiałowe. Jeśli się uzyska dokładne dane, to można usprawnić wiele procesów oraz zoptymalizować produkcję komponentów, tak by zredukować powstawanie odpadów i nakład czasu pracy.

Kolejny aspekt to proekologiczne myślenie na placu budowy. Z jednej strony jest to ograniczenie śmiecenia, z drugiej emisji CO2 choćby podczas transportu materiałów, dzięki korzystaniu z lokalnych dostawców. Ważne jest odpowiednie zabezpieczenie terenu, by nie niszczyć okolicznej przyrody. Prefabrykacja to również droga ku bardziej ekologicznemu budowaniu. Ponadto doskonali się materiały budowlane, by spełniały wyższe normy trwałości oraz izolacji, ale także procesy produkcyjne w kierunku wykorzystania składników pochodzących z recyklingu. Odzyskane tworzywa sztuczne przetwarzane są w cegły, płyty chodnikowe czy termoizolacyjne, w ekopłyty montowane w obiektach sportowych, elementy placów zabaw, stolarkę okienną lub ekrany akustyczne. Możliwości jest coraz więcej, ale dla inwestorów wciąż najistotniejszym kryterium jest cena. Mam nadzieję, że ekonowości na rynku budowlanym zyskają większe zaufanie wśród projektantów, wykonawców i osób decyzyjnych, czyli inwestorów.

Przypisy