Dołącz do czytelników
Brak wyników

ZARZĄDZANIE

12 grudnia 2019

Architektura Podhala i nowoczesne technologie

119
Wywiad z Marcinem Steindlem z biura architektonicznego Karpiel i Steindel Architektura.

Z jednej strony wierność architekturze Podhala i tradycyjnemu góralskiemu rzemiosłu, z drugiej nowoczesna, autorska wizja i wykorzystanie najnowszych technologii architektonicznych oraz inżynieryjnych. Biuro architektoniczne „Karpiel i Steindel” z Zakopanego odważnie łączy oba światy, zdobywając zasłużone laury architektoniczne na arenie krajowej i zagranicznej. O sukcesie autorskich projektów, zastosowaniu nowoczesnych rozwiązań w projektowaniu i wytyczaniu nowego stylu architektonicznego rozmawiamy z jednym z założycieli biura – architektem Marcinem Steindlem.

Rozmawiał: Łukasz Czubak, APA Group

 

Połączenie nowoczesnej bryły i technologii z elementami stylu zakopiańskiego to z jednej strony ukłon w stronę podhalańskiej tradycji, a z drugiej czerpanie z tego, co przynosi czas, w którym żyjemy. Dbałość o charakterystyczne detale łączy się z najnowocześniejszymi technologiami konstrukcyjnymi, a tradycyjne góralskie materiały, takie jak drewno czy kamień, idą w parze z innowacyjnymi rozwiązaniami. Jak łączyć te elementy, by obiekt nie przytłaczał, a wręcz przeciwnie – cieszył oczy i spełniał swoje funkcje użytkowe? W czym tkwi sukces takiego podejścia do projektowania przestrzeni?

To prawda, że nasze projekty czerpią nie tylko ze stylu zakopiańskiego stworzonego przez Witkiewicza, ale sięgają i głębiej w archetypy wsi podhalańskiej, czyli czasu na długo, długo przed Witkiewiczem, kiedy wśród Górali dominowały bardzo skromne chałupy drewniane o przeznaczeniu mieszkalnym. Rzeczywiście w naszej architekturze regionu podhalańskiego – bo mówimy tu o realizacjach z regionu Zakopanego czy Kościeliska – takie elementy się pojawiają. To właśnie dzięki nowym technologiom, możliwościom materiałowym i rozwiązaniom konstrukcyjnym możemy projektować budynki i obiekty, które wychodzą w przyszłość rozwiązań stosowanych w tym tradycyjnym budownictwie. I mam tu na myśli nie tylko wykorzystanie technologii inżynieryjno-materiałowej, ale także tych związanych z wykończeniami wnętrz. To są zupełnie nowe inspiracje, które wytyczają kierunek, w jakim ta tradycyjna architektura Podhala może się rozwijać.

W naszej pracy jesteśmy mocno ukierunkowani zapisami planów miejscowych, które często nawiązują do tych tradycyjnych archetypów. Nowe technologie i materiały pozwalają nam myśleć o projektach w świeży, oryginalny sposób, sprawiając, że powstają ciekawe realizacje, które w odbiorze są czymś nowym, odtwórczym,
a jednocześnie ciągle widać w nich zapisany kod dawnej architektury – chodzi np. o proporcje brył, wymiary itd. Sukces tkwi tu w umiejętnym łączeniu obu tych światów i wykorzystywaniu tych materiałów i rozwiązań, które nie kłócą się ze stylistyką Podhala, lecz wzbogacają ją, dają nowy wymiar i pokazują w nowym świetle.

Smart Architecture Event to cykliczne spotkania biur projektowych i architektonicznych w ultranowoczesnym showroomie technologicznym APA Black House w Gliwicach. Jego czarna, designerska, kilkupiętrowa bryła jest naszpikowana inteligentnymi technologiami w postaci czujników, automatyki i rozwiązań, które niedawno można było zaobserwować jedynie w filmach science fiction. W ramach wydarzenia cenieni w Polsce i na świecie eksperci dzielą się wiedzą na temat inteligentnych rozwiązań w budownictwie. W czerwcu swoje najsłynniejsze projekty zaprezentowali Jan Karpiel Bułecka junior oraz Marcin Steindel.

Tworzenie obiektów, które nie tylko pasują do wyjątkowego podhalańskiego krajobrazu, ale są też nowoczesne i funkcjonalne, zdaje się być wyjątkowo trudną sztuką. Sztuką, która nie zawsze spotyka się z powszechnym zrozumieniem czy akceptacją. Z jakimi reakcjami na powstające obiekty spotyka się Pan na co dzień?

Bardzo różnymi, ale na pewno więcej jest głosów aprobaty naszej architektury. Zrozumiałe też jest, że są jednostki, które takiej interpretacji architektury i stylu po prostu nie rozumieją i to jest rzecz naturalna. Nie każdy musiał być wystawiony na odpowiednie wzorce i bodźce architektoniczne, które zbudowały w nim świadomość stylu i formy.
Ważne jednak żeby środowisko, które krytykuje, robiło to konstruktywnie, bo wówczas jest to twórcze i można powiedzieć, że napędza nas do dodatkowej pracy i podnoszenia jeszcze wyżej poprzeczki. Na pewno takie opinie negatywne nigdy naszego biura nie ograniczały i nie spowalniały naszej pracy, raczej bardziej nakręcały
i motywowały, żeby dalej poszukiwać i tworzyć własną, nową interpretację, która wyznaczy jakiś nowy kierunek na Podhalu. I wydaje mi się, że to się powoli udaje. Byliśmy kiedyś zaproszeni do wystawy w Krakowie w Małopolskim Ogrodzie Sztuki w Galerii Architektury GAGA. Był to cykl prezentujący pracownie nie tylko z Małopolski, ale i z rejonów Śląska czy Warszawy. Naszą wystawę prezentowano wówczas pod hasłem przewodnim: „Po Witkiewiczu”. Dla mnie to bardzo głębokie i ważne hasło. Chyba przez skromność nigdy o naszym stylu bym tak nie pomyślał, ale spotkaliśmy się z takim odbiorem, że nasze studio w XXI w. kreuje nowy nurt architektoniczny na Podhalu, który jest rozwojowy i niesie ze sobą świeże wartości. To dla architekta bardzo miłe i na pewno budujące.

A jak sprawa wygląda z perspektywy rodowitych mieszkańców Podhala? Czy Górale aprobują ten styl?

Tak, tak, jak najbardziej. Choć ja bym tego zupełnie nie szufladkował na rodowitych mieszkańców czy zakopiańczyków i resztę społeczeństwa, bo zakopiańczycy są dziś w znacznej mierze społeczeństwem napływowym. Po prostu spotykamy się z szerokim entuzjazmem związanym z odbiorem naszej twórczości. Wydaje mi się, że gdybyśmy nic nie robili, to byłoby pewnie cicho i nikt by nic o naszych pracach nie mówił, więc ludzką rzeczą jest, że pojawiają się też czasami słowa krytyki – w mojej opinii ludzi, którzy nie mają możliwości zbudowania własnej wrażliwości odbioru wszelako rozumianej architektury. Pewnie stąd się to bierze nic nie robili, to byłoby pewnie cicho i nikt by nic o naszych pracach nie mówił, więc ludzką rzeczą jest, że pojawiają się też czasami słowa krytyki – w mojej opinii ludzi, którzy nie mają możliwości zbudowania własnej wrażliwości odbioru wszelako rozumianej architektury. Pewnie stąd się to bierze.

Z dobrą architekturą jest tak, że ona musi się czasami przebić do świadomości, zawalczyć o właściwy odbiór, natomiast ta architektura na drugim planie skali – pokraczna, szkaradna, monumentalna – sama się narzuca. Kilka miesięcy temu niemal cała Polska z niedowierzaniem przyglądała się planom postawienia
szesnastopiętrowego wieżowca u podnóża Tatr. Ostatecznie plany inwestycyjne zostały wycofane, ale 
dyskusja o granicach inwestycyjnej samowolki rozgorzała na dobre. Jak możemy zapobiegać powstawaniu takich architektonicznych koszmarków?

Tu trzeba zwrócić uwagę na inny problem, a mianowicie na media społecznościowe i ilość szumu medialnego, jaki one generują. Przeciętny odbiorca architektury nie jest w stanie zweryfikować, czy taka informacja jest prawdziwa czy nie. Gdy zobaczyłem ten okropny wieżowiec przykryty dwuspadowym dachem, to od początku wiedziałem, że jest to jakaś prowokacja medialna – nawet zgadłem, kto z zakopiańczyków wpadł na pomysł podrzucenia takiej informacji mediom. Niestety, ta informacja mocno zaszkodziła wizerunkowi Podhala i Zakopanego jako miejsca, które na taką realizację byłoby w stanie wyrazić zgodę. Moc internetu jest dzisiaj jednak na tyle silna, że łatwo pewne fakty przekręcić i stworzyć jakąś nierealną opowieść medialną, która ukaże taki karykaturalny obraz architektury.

To jest w zasadzie problem, który dotyczy każdej sfery naszego życia, bo ilość informacji, którą przyswajamy, jest czasami tak duża, że trudno jest to filtrować. Nie zmienia to jednak faktu, że takie potworki w Polsce czasem powstają. Jest jakaś złota receptura na to, żeby tak się nie działo? Żeby zwiększyć świadomość
odbiorców i osób, które zezwalają na tego typu architekturę.

W tym przypadku broniłbym wydziałów, starostw i gmin, które wydają takie pozwolenia. Broniłbym dlatego, że społeczność nie ma pełnej świadomości procesu wydawania pozwolenia na budowę i zwykle myśli, że moment ukończenia stanu surowego jakiejś bryły, która zaburza krajobraz i kontekst miejsca, wynika wyłącznie z wydania pozwolenia na budowę. A to nieprawda. W znacznej mierze wynika z wcześniejszych prac gmin nad studiami zagospodarowania, na podstawie których tworzy się zapis planów miejscowych. Moją radą, jako doświadczonego zawodowo architekta, jest skupienie się gmin nad większą analizą prac i dokładniejszą kontrolą projektów urbanistycznych na etapie tworzenia planów miejscowych. Bo od takiego miejsca jeszcze długa droga do powstania obrzydliwych budynków niszczących krajobraz. Jeśli jednak taki błędny plan raz wejdzie w życie, to nie ma już od niego odwrotu, a niedopracowane i nieprzemyślane idee zaczynają nabierać kształtów i zawłaszczać nasz krajobraz.

Czyli sięgnięcie do samego początku procesu?

Do zarodka całego projektowania – można tak powiedzieć. Potem społeczność całego regionu obarcza winą architektów lub instytucje, które wydały pozwolenia na taką budowę. Architekci nie są temu winni, bo architekci pracują w odniesieniu do prawa miejscowego, a to ono pozwala na takie, a nie inne zagospodarowanie przestrzeni.

W portfolio pracowni Karpiel & Steindel można znaleźć zarówno domy, jak i apartamentowce czy hotele. Które z tych realizacji są Panom najbliższe, a które stanowią największe wyzwanie?

Nie zawsze wielkość bryły świadczy o skomplikowaniu danego projektu. Częściej założenia inwestora, uwarunkowania działki albo problemy prawne, z którymi architekt musi się borykać w trakcie pracy. Mogą być budynki duże kubaturowo, ale proste w projektowaniu, bo mają proste założenia funkcjonalne – np. poszczególne kondygnacje są kondygnacjami powtarzalnymi.

Tymczasem budynek jednorodzinny, który ma bardzo trudną działkę, która wymaga zupełnie indywidualnych rozwiązań technologicznych czy to fundamentowania lub radzenia sobie z wodą gruntową, może stwarzać poważne problemy technologiczne i budowlane, które wymagają od architekta głębszej analizy i poszukiwania nowych
rozwiązań i inspiracji. I to nie tylko w samej architekturze – bo architektura w bryłach i formach to dla mnie przyjemność projektowania – ale trzeba się liczyć, że oprócz wizji architektury pozostaje wiele aspektów czysto technicznych i praktycznych na placu budowy. One wymagają szerszej wiedzy lub pozyskania tej wiedzy.

Gdyby miał Pan wskazać realizacje, które najbardziej zapadły mu w pamięć lub z których pracownia Karpiel & Steindel jest do dziś najbardziej dumna, to byłyby to…

Powiedział bym, że jeśli chodzi o realizację, czyli nie tylko to, co mamy na deskach, ale to, co już nabrało konkretnego kształtu, to wybrałbym folwark w Chorowicach i projekt Domu w Tatrach. Jeśli chodzi o ten pierwszy, to zdaję sobie sprawę, że naszej autorskiej architektury nie było tam zbyt wiele, liczył się głównie pomysł na zmianę adaptacji z funkcji gospodarczej na funkcję mieszkalną, ale ten projekt ma wyjątkowy wymiar. Dla mnie, jako dla architekta, ważne jest, jak czuję się w danym miejscu już po zakończeniu inwestycji. W Chorowicach za każdym razem, gdy przekraczam bramę folwarku, czuję się jak w innym miejscu, zupełnie nowym świecie. To zapewne wynika z historycznej przeszłości tego miejsca, które mocno się tu odczuwa. Jest tu jakaś głębsza idea, duch czasu, który jednocześnie doskonale komponuje się z tą współczesną, zaproponowaną przez nas architekturą. I to mnie naprawdę urzeka.

W p...

Czasopismo jest dostępne dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy