SYNDROM CHOREGO BUDYNKU – TO ZESPÓŁ NIEKORZYSTNYCH DOLEGLIWOŚCI ZDROWOTNYCH ZWIĄZANY Z PRZEBYWANIEM W ŚCIŚLE OKREŚLONYM BUDYNKU. 4 FACILITY Real Estate Magazine 1/2024 www.realestatemagazine.pl Skąd pochodzi termin syndromu chorego budynku? W latach 70. ubiegłego wieku w USA zaczęto się interesować wpływem budynków, w których przebywa człowiek, na życie i zdrowie. To właśnie wtedy wprowadzono nowe standardy budownictwa – masowo zaczęto budować biurowce, w których stosowano sztuczne materiały wykończeniowe, dodatkową izolację ścian oraz profile okienne z tworzyw sztucznych. W efekcie ograniczono straty ciepła, budynki stały się szczelniejsze, bardziej ekonomiczne energetycznie, jednak kosztem odpowiedniej wentylacji. Niewłaściwie działająca wentylacja powodowała zaburzenie mikroklimatu pomieszczenia i spadek komfortu cieplnego. Dopiero kilkanaście lat później powiązano niekorzystne objawy zdrowotne u osób przebywających w konkretnych budynkach z technologią budownictwa. W latach 80. XX wieku zaczęto otwarcie mówić o syndromie chorego budynku (ang. sick building syndrome – SBS), a w 1984 roku Światowa Organizacja Zdrowia po raz pierwszy go zdefiniowała i uznała za problem zagrażający zdrowiu i życiu człowieka. Jakie są objawy syndromu chorego budynku? Największy odsetek budynków z SBS pojawiał się latach 1960–1990. Obecnie szacuje się, że nawet co trzeci budynek biurowy i mieszkalny może być „chory”. Objawy związane z SBS są niespecyficzne, co oznacza, że bardzo trudno je powiązać z prawdziwą przyczyną. Spędzając wiele godzin w „chorym budynku” doskwiera nam złe samopoczucie. Pojawiają się nawracające bóle głowy, permanentne zmęczenie oraz senność. Część osób uskarża się również na nudności, problemy z oddychaniem, podrażnienie i przesuszenie błon śluzowych (nosa, oczu i gardła) oraz nasilenie chorób przewlekłych takich jak alergia i astma. Coraz częściej mówi się, że niektóre budynki, a ściślej zastosowane w nich materiały budowlane mogą wykazywać działanie kancerogenne, czyli sprzyjać procesowi nowotworzenia. Co stoi za szkodliwymi objawami SBS? Za wspomniane objawy chorobowe odpowiada przede wszystkim zła jakość powietrza w budynkach. Parametry, które decydują o tej jakości to: z zbyt wysokie stężenie dwutlenku węgla, z zbyt wysoka lub skrajnie niska wilgotność powietrza, z zbyt wysoka lub zbyt niska temperatura powietrza, z pyły zawieszone PM2.5, PM10 oraz tlenki azotu, siarki i ozonu dostające się z zewnątrz, z związki chemiczne emitowane przez materiały wykończeniowe. m.in LZO, z dym tytoniowy, z roztocza i alergeny unoszące się w powietrzu. Wpływ stężenia dwutlenku węgla na zdrowie człowieka O optymalnym stężeniu dwutlenku węgla w pomieszczeniach biurowych i mieszkalnych mówimy wtedy, gdy nie przekracza ono 600 ppm. Limitem higienicznym tego stężenia jest pCO2 na poziomie 1000 ppm. Na zewnątrz stężenie CO2 wynosi średnio 300 ppm, choć kilka lat temu w niektórych miejscach po raz pierwszy odnotowano jego stężenie przekraczające optimum. Warto zaznaczyć, że człowiek – jako gatunek – przez tysiące lat oddychał powietrzem o stężeniu pCO2 od 180–300 ppm i do takiego zakresu się zaadoptował. Gdy pod wpływem niewłaściwej wentylacji stężenie dwutlenku węgla przekroczy dopuszczalne minimum, stajemy się ospali i spada nasza wydolność psychofizyczna. Mamy problemy z koncentracją i zapamiętywaniem. Wraz ze wzrastającym stężeniem CO2 i czasem ekspozycji na „nieświeże powietrze” organizm zaczyna uruchamiać procesy kompensacyjne. Pojawia się przyśpieszony i pogłębiony oddech, który ma na celu wyrównać niedotlenienie. Utrzymujący się szybszy oddech w dłuższej perspektywie może prowadzić do hiperwentylacji i kwasicy metabolicznej. Zakładając, że przebywamy w zamkniętych pomieszczeniach po kilka godzin dziennie przez większą część życia można założyć, że po kilku- -kilkunastu latach na skutek zwiększonej objętości wyrzutowej serca może dojść do adaptacyjnego przerostu lewej komory serca. Wpływ wilgotności powietrza na zdrowie człowieka Zanim podczas wdechu powietrze trafi do płuc – przechodzi przez gęstą sieć naczyń krwionośnych w nosie oraz nabłonek migawkowy, który stanowi nasz naturalny filtr. W efekcie powietrze jest ogrzewane, nawilżane, a wszelkie patogeny, alergeny i zanieczyszczenia stałe są zatrzymywane na warstwie żelu i przesuwane w stronę gardła, a stamtąd do przewodu pokarmowego i żołądka. Optymalnym zakresem wilgotności dla błony śluzowej nosa i gardła jest wilgotność pomiędzy 40% a 60%. Gdy wilgotność jest niska, a powietrze suche – spada efektywność nabłonka migawkowego. Oznacza to, że ważny element naszej wrodzonej odporności traci swoją sprawność, a nos staje się wrotami zakażenia. Organizm broni się przed spadającą wilgotnością, nasilając produkcję śluzu oraz wzmagając odruch kaszlu, który ma za zadanie ewakuować niekorzystne czynniki na zewnątrz. To dlatego na skutek zbyt suchego powietrza w biurze pojawia się odruchowy suchy kaszel czy zablokowany nos. Czasami jednak w budynkach panuje zbyt wysoka wilgotność. Spowodowane jest to zaburzoną wentylacją grawitacyjną,
RkJQdWJsaXNoZXIy MTMwMjc0Nw==